Mam na imię Marzena. A oto historia o tym, jak przewrotny potrafi być los.
Poszłam na mammografię, która uratowała mi życie. Tydzień wcześniej wykonałam USG piersi: wynik był bardzo dobry. Kilka dni później mammografia wykazała podejrzenie nowotworu.
Początkowo przeszłam zabieg oszczędzający – z piersi prawej chirurgicznie usunięto chory fragment. W międzyczasie otrzymałam wyniki badań genetycznych – okazało się, że jestem nosicielką mutacji genu RAD51C, odpowiedzialnego za naprawę uszkodzeń DNA, który wiąże się ze zwiększonym ryzykiem rozwoju niektórych nowotworów, przede wszystkim raka jajnika i raka piersi u kobiet. Stanęłam przed bardzo trudną decyzją: czy powinnam profilaktycznie usunąć zdrową jeszcze pierś, czy mogę ją zostawić? Lekarze nie zalecali profilaktycznej mastektomii, podkreślając, że wiąże się z utratą piersi. Długo się wahałam.
Moja mama zmarła na białaczkę, gdy miałam zaledwie dziewięć lat. Widziałam, jak wyniszczyła ją chemioterapia. To doświadczenie zostało ze mną na całe życie. Lekarze dawali mi zaledwie kilka miesięcy na podjęcie decyzji dotyczącej mojego dalszego leczenia.
W końcu trafiłam na wspaniałą panią doktor, która wyjaśniła mi, że jeśli w przyszłości zachoruję na raka drugiej piersi, nowotwór może być znacznie bardziej agresywny. Oznaczałoby to nie tylko utratę piersi, ale również konieczność przejścia chemioterapii. Kilka miesięcy temu zdecydowałam się więc na profilaktyczną obustronną mastektomię.
Niestety po operacji pojawiły się poważne komplikacje. Rana nie chciała się goić. Przeszłam dwa przeszczepy skóry. Trafiłam do szpitala z myślą, że czeka mnie jedynie oczyszczenie rany, jednak zamiast kilku dni spędziłam tam niemal miesiąc – od 19 czerwca do 13 lipca.
Lekarze zalecili również radioterapię. Na szczęście jej rezultaty są bardzo dobre i dają mi nadzieję na dalszy powrót do zdrowia.
Jeszcze niedawno prowadziłam własne butiki odzieżowe. Grałam role w serialach, często wyjeżdżałam do Warszawy i prowadziłam bardzo aktywne życie. Dziś moja codzienność wygląda zupełnie inaczej. Większość czasu spędzam w łóżku. Nie jestem samodzielna, każdego dnia zmagam się z bólem i jestem zależna od pomocy najbliższych.
Dziś moim największym marzeniem jest po prostu żyć jak najdłużej. Mam dla kogo walczyć. Mam kochającego męża, syna i ukochane pieski.
Środki zebrane podczas zbiórki zostaną przeznaczone na specjalistyczne badania, leki, opatrunki medyczne oraz rehabilitację, którą będę mogła rozpocząć, gdy moje rany w końcu się zagoją. Każde wsparcie daje mi szansę na odzyskanie sprawności i powrót do życia, o które każdego dnia walczę.