Czasami wydaje mi się, że choroba odebrała mi zdolność mówienia – nie tylko tę fizyczną, ale i emocjonalną. Brakuje mi słów, by opisać to, co czuję. Wybaczcie więc, że piszę tak krótko – to nie z niechęci, to z niemocy i bezsilności.
Mam 48 lat – dla jednych jestem „stara”, dla innych „jeszcze przecież młoda”. Od czterech lat walczę z nowotworem. Moja rodzina – czyli dwóch synów i mąż – jest dla mnie siłą. Kocham zwierzęta – mam dwa psy – i rośliny. Niestety choroba odbiera mi radość z pracy w ogrodzie.
Przeszłam już trzy linie chemioterapii, ale niestety choroba wróciła. Lek, który ma być użyty w kolejnej chemioterapii – bewacyzumab, nie jest w moim przypadku refundowany (ponieważ będzie użyty drugi raz).
Nie stać mnie na jego samodzielne wykupowanie, choroba kosztuje mnie zbyt wiele – pieniędzy, siły, emocji. Na horyzoncie jest szansa, jest rozwiązanie, ale brakuje mi siły, by po nie sięgnąć.
Bez Was sobie nie poradzę. Każda wpłata nie tylko przybliża mnie do wykupienia leku, ale przede wszystkim pokazuje, że jesteście ze mną, że nie muszę dźwigać tego wszystkiego sama.
Proszę Was o pomoc i z góry dziękuję za wszelkie wsparcie.