Drodzy Przyjaciele!
Minął kolejny rok, kiedy jestem pod opieką Waszą i Fundacji Rak’n’Roll. Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, które otrzymałam w 2025 roku. Był to dla mnie rok „względnego spokoju” w porównaniu do poprzedniego, 2024. Moje pobyty w szpitalu ograniczyły się do dwóch podań kwasu zoledronowego, a złe samopoczucie — do gorączki i osłabienia przez kilka dni po podaniu. Regularnie korzystałam z zabiegów fizjoterapii, które pozwalają mi funkcjonować pomimo powikłań i wciąż odczuwanego bólu po operacji oraz radioterapii. Zebraną kwotę przeznaczyłam również na prywatne wizyty u lekarzy specjalistów oraz na zakup suplementów niezbędnych do utrzymania organizmu w dobrej kondycji w procesie dochodzenia do zdrowia. Było to możliwe tylko dzięki Waszej pomocy.
Nie pomyślcie, że leniuchowałam — nasz kulejący system ochrony zdrowia sprawia, że aby móc kontrolować swój stan zdrowia (TK, USG i inne badania), trzeba wydeptywać ścieżkę od lekarza do lekarza, od szpitala do szpitala. W swojej jednostce macierzystej słyszę, że takie badania kontrolne osobom po chorobie nowotworowej „się nie należą”. Widocznie lubimy (jako państwo) wydawać ogromne pieniądze na leczenie lub ewentualnie na profilaktykę przed zachorowaniem, ale już na pewno nie na kontrolę po wyleczeniu. „Nic Panią nie boli — to dobrze! Boli? Proszę iść do lekarza pierwszego kontaktu”. Szczerze? To jak walka z wiatrakami. Początkowo byłam załamana i przerażona, teraz wiem — to ciąg dalszy lekcji cierpliwości i pokory.
Aktualnie, z niemałymi obawami, szykuję się do kolejnej operacji. Celem jest usunięcie lub zmniejszenie powikłań po poprzednim leczeniu operacyjnym i radioterapii. Dzięki Waszemu wsparciu mogłam zasięgnąć kilku ważnych opinii i wybrać to, co jest dla mnie najlepsze. Mam nadzieję, że to dobra droga.
Na nadchodzący rok mam dla nas nowy cytat (może to już będzie tradycja):
„Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu”.
(Winston Churchill)
Nie wiem, czy nie przesadzę, ale śmiem twierdzić, że w przekuwaniu porażki w sukces jestem mistrzem. Jednak… chciałabym już nie musieć tego robić. Modlę się o spokojne życie.
Wciąż proszę Was o pomoc. Dzięki Wam jestem, żyję, walczę. Trzymajcie mocno za mnie kciuki.
Przesyłam uściski
Ola
***
Dzień dobry,
mam na imię się Olga. Mam 48 lat. Jestem mamą dwójki nastolatków, które od ponad ośmiu lat wychowuję sama. W naszym domu spotkacie również cocker spanielkę – Coco oraz dwa koty – Ryśka i Ircię. W wolnym czasie lubię pracować w ogrodzie: kopać, przycinać i przesadzać. Ogród jest dla mnie miejscem spokoju i relaksu (sytuacja z ogrodem też jest skomplikowana, ale o tym może innym razem).
Niestety 22 grudnia 2023 roku dowiedziałam się, że choruję na złośliwego raka piersi her2+. 9 lutego 2024 roku rozpoczęłam chemioterapię, która ma trwać pięć miesięcy. Po tym czasie czeka mnie operacja, rehabilitacja i radioterapia. Choroba spowodowała, że musiałam zrezygnować z moich obowiązków zawodowych, głównie ze względu na charakter wykonywanej pracy. Przyszło mi to z trudem, gdyż do czasu diagnozy praca i rozwój zawodowy pochłaniały większość mojego czasu. Całe moje życie toczyło się wokół dzieci, pracy i domu. I chociaż wiem, że obecny czas jest czasem dla mnie i ma prowadzić do odzyskania zdrowia, tak by móc znowu cieszyć się pełnią życia, jest mi ciężko zaakceptować sytuację, w jakiej się znalazłam.
Oczekiwanie na diagnozę oraz szereg kolejnych badań (scyntygrafia kości, tomografia) pokazały mi jak wielu wspaniałych ludzi mam wokół siebie, że mam na kogo liczyć. To za namową moich przyjaciół trafiłam do Fundacji Rak’n’Roll. To dla mnie ogromnie ważne i budujące.
Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na pokrycie kosztów związanych z długotrwałym leczeniem choroby nowotworowej, na zakup leków i preparatów pozwalających zminimalizować uboczne skutki chemioterapii, na dodatkowe niezbędne badania i wizyty lekarskie oraz na opiekę i rehabilitację pooperacyjną, a także na wymagany sprzęt rehabilitacyjny.
Bardzo dziękuję za każdą pomoc i za Wasze serca.