Małgorzata I.

Leczenie w klinice Anderson (Madryt), dojazdy, zakwaterowanie podczas leczenia w Madrycie

45 321 zł
100%
45 000 zł
Kwota wsparcia
Historia

Rak dopadł mnie w ciąży. Przeszłam chemioterapię w czasie ciąży, szczęśliwie urodziłam dziewczynkę. Niestety mam przerzuty, ale codziennie wstaje i walczę, abym mogła być mamą mojej córeczki.

Spokojnie to tylko niezłośliwy guz. Wytniemy i będzie wszystko w porządku. Tak się zaczęło…

Mam na imię Gosia. Mam raka jajnika. Moja historia zaczęła się zupełnie niewinnie. Zresztą jak wiele innych. Jednak to, co wydarzyło się później zupełnie wywróciło moje życie do góry nogami. W październiku 2014 roku trafiłam do ginekologa na wizytę kontrolną. Wcześniej miałam operację wycięcia zmian endometriozy na jajniku. W czasie badania okazało się, że nie wszystko zostało usunięte. Mój lekarz uspokoił mnie i zalecił obserwację. Byłam dobrej myśli. W głowie krążyło mi tylko hasło ”to nic groźnego, przecież skoro raz udało się, to uda się i tym razem”. Kolejna operacja usunięcia została wyznaczona na kwiecień 2015 roku. Do czasu operacji życie toczyło się własnym torem. Wszystko układało się po mojej myśli, aż do marca 2015 roku.

Jest Pani w ciąży. Operacji nie będzie. Następne 14 tygodni to był ciągły czas niepokoju. Potem już gruchnęło z grubej rury.

Miesiąc przed operacją, w marcu 2015 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Spadło to na mnie, jak grom z jasnego nieba. Mimo, że wcześniej próbowałam zajść w stan błogosławiony, to ta informacja zupełnie mnie zaskoczyła. Mój lekarz ginekolog był w szoku. Jak sam stwierdził zajście w ciążę przy guzie na jajniku to mały cud. Zresztą, jak się okazało, był to pierwszy mały cud w tej całej zamieszanej historii. Mimo wszystko byłam przerażona, bo guz na moim jajniku osiągnął już prawie wielkość 5cm. Aby można było go usunąć trzeba było odczekać 3 miesiące (cały pierwszy trymestr ciąży), aż dziecko połączy się ze mną pępowiną i będzie można operować.
Od tego czasu u ginekologa pojawiałam się średnio co 2-3 tygodnie. Lekarz kontrolował przebieg ciąży, jak i obserwował mój guz. Wtedy zaczęło dziać się coś złego, choć nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak złego. Guz zaczął rosnąć i w 14 tygodniu ciąży osiągnął monstrualne rozmiary. Był większy, niż moje przyszłe dziecko – urósł do 15 cm a płód liczył około 6cm. Byłam przerażona i czekałam na operację, jak na zbawienie. Chciałam jak najszybciej pozbyć się tego cholerstwa.

W końcu, w czerwcu 2015 roku trafiłam do szpitala. Kiedy lekarze zobaczyli z czym będą musieli się zmierzyć, kiwali tylko głowami. Lekarz, który mnie przyjmował do szpitala powiedział, że nie wie co ze mną zrobić. Trafiłam na oddział i wtedy wszystko się zmieniło. Operacja miała odbyć się następnego dnia. Nie często operuje się kobiety w ciąży, więc szybko stałam się ciekawostką i dużym wyzwaniem. Cały oddział wiedział kim jestem. Bardzo bałam się, bo wystarczył tylko jeden fałszywy ruch w czasie operacji i straciłabym dziecko. Operacja zakończyła się połowicznym sukcesem. Guz został usunięty wraz z jajnikiem, ale zawierał w sobie surowicę i ona rozlała się. Lekarze zapewnili mnie, że wszystko wyczyścili i wszystko będzie w porządku. Mówili, żeby nie martwić się, bo to na pewno niezłośliwy guz. Wycinki wysłano do badania histopatologicznego. Na wynik trzeba było czekać następne dwa miesiące. To były bardzo długie miesiące pełne strachu i obaw. Każdy dzień bez wyniku wzmagał tylko moje obawy. Aż w połowie sierpnia pojawiła się diagnoza. To zupełnie zmieniło moje życie.

Ma pani raka jajnika. Konieczna jest natychmiastowa chemioterapia. Ale ja jestem w ciąży! Teraz rozpoczęła się walka o dwa życia. Moje i mojej córki.

Pamiętam ten dzień, jakby wydarzyło się to wczoraj. Zadzwonili ze szpitala i oznajmili, że jest wynik badania histopatologicznego i muszę odebrać go osobiście. Zapowiedziana została również rozmowa z lekarzem, który mnie operował. Powiało grozą. Nie wiedziałam co się dzieje i wtedy pojawiły się pierwsze myśli, że to może być rak.

Wizyta odbyła się wczesnym rankiem. Weszłam do gabinetu pełna nadziei, że wszystko będzie w porządku. Niestety chwilę później mój świat runął. Lekarz oświadczył mi, że badanie wycinków potwierdziło raka jajnika i konieczna jest natychmiastowa chemioterapia. Kiedy to usłyszałam byłam kompletnie załamana. Nie wiedziałam nic o raku, oprócz tego, że się na niego umiera. W dodatku oczekiwałam dziecka i miałam mieć chemioterapię. A chemia to największe świństwo, to trucizna. Ma zabić wszystko co w nas jest najgorsze, ale zabija też to, co jest najlepsze. A ja przecież byłam w ciąży. Byłam spanikowana, mimo, że chemioterapia w ciąży jest bezpieczna. Po wyjściu z gabinetu nie mogłam się nawet upić ze względu na dziecko. Jedyne co mogło mi pomóc to największe czekoladowe lody z McDonald’sa. Płakałam, kiedy przełykałam każdy kęs. I tak rozpoczęła się walka o życie moje i mojej córeczki.

Pierwszy cykl chemii miał zacząć się dwa tygodnie później. Niestety wakacyjne plany w Chorwacji legły w gruzach. Udało się jedynie wyjechać na 4 dni nad polskie morze. Szybko spakowaliśmy się i z mężem oraz dwoma psami pojechaliśmy przed siebie choć na chwilę zapomnieć o tym co się wydarzyło.

W międzyczasie rozpoczęła się kampania fundacji Rak’n’Roll Boskie Matki, programu opieki dla kobiet w ciąży chorych na raka. To był drugi mały cud. Dzięki tej kampanii i pomocy fundacji trafiłam w ręce najlepszych lekarzy. Dowiedziałam się dużo na temat mojej choroby i jak sobie z nią radzić.

Mimo, że byłam w ciąży i w trakcie chemioterapii, aktywnie pracowałam. Pomagało mi to zapomnieć o trudach codzienności i dodawało mnóstwo energii. Codzienne wyzwania oraz wspaniali ludzie utrzymywali mnie w przekonaniu, że ta historia niedługo skończy się i będę tylko o tym wspominać. I w takim rytmie przeszłam kolejne 4 cykle chemii.

Przerywam chemię. Na świat przychodzi zdrowa Majeczka i to był trzeci mały cud. Niestety mam przerzuty…

Nastał długo oczekiwany czas urodzenia dziecka. Przerwałam chemię i trzy tygodnie później wyruszyłam do Warszawy na rozwiązanie. Musiałam na kolejne trzy tygodnie przeprowadzić się do tego miasta. W szpitalu położniczym wszyscy wiedzieli kim jestem. Takiego przypadku chyba jeszcze tam nie było. Był to jeden z najbardziej stresujących momentów dla mnie. Okropnie bałam się i chciałam, aby to już skończyło się. 17 listopada przyszła na świat najwspanialsza istota – moja córeczka Maja. Na całe szczęście była zdrowa. Przy porodzie dodatkowo przeszłam operację radykalną wycięcia macicy z przydatkami oraz siecią większą. Straciłam dużo krwi. Córkę mogłam zobaczyć dopiero dzień później.

Operacja udała się wzorowo. Niestety w wyniku histopatologicznym wyszło, że rak pojawił się poza obrębem jajnika na otrzewnej. Jednak przede mną były jeszcze dwa kursy chemii i byłam pewna, że dzięki temu wyjdę z tego. Zresztą mój plan zakładał, że do końca 2015 roku wszystko będzie zakończone a 2016 otworzy się z nową kartą. Ostatnią chemię miałam 29 grudnia a o północy w sylwestra szczęśliwie karmiłam córeczkę. To miał być dobry zwiastun. Bo w końcu jaki Nowy Rok, taki cały rok.

„Niestety ma Pani przerzuty. Bardzo mi przykro. Dobrze, jakby Pani poszukała sobie jakiś badań klinicznych.” Codziennie wstaje i walczę, abym mogła być mamą mojej córeczki.

Rok 2016 zaczął się optymistycznie. Zaczęły odrastać mi włosy, które straciłam w czasie chemii. Znów poczułam się kobietą i nabrałam pewności siebie. Byłam pełna nadziei, że to już koniec. Teraz czekały mnie tylko badania kontrolne i miałam skupić się na córce oraz powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim. Niestety badanie tomografem komputerowym oraz badanie PET-CT wykazało, że mam przerzuty w mięśniach brzucha oraz węzłach chłonnych. Wynik był druzgocący, upadłam i przez tydzień nie wiedziałam co robić. Cały czas płakałam i praktycznie nie kontaktowałam ze światem. Bałam się zostawić moją Maję. Przecież ona potrzebuje matki!

Mój lekarz we Wrocławiu początkowo stwierdził, że może być trudne lub niemożliwe usunąć te zmiany. Na całe szczęście lekarz, który odbierał poród i przeprowadził operację radykalną podjął się tego wyzwania. To wiązało się z drugą przeprowadzką do Warszawy w ciągu pół roku. Tym razem już w trzyosobowym składzie. Mimo arcytrudnego zadania operacja w pełni powiodła się i udało się usunąć wszystkie nowe zmiany nowotworowe.

Teraz miał rozpocząć się dalszy etap leczenia farmakologicznego. Pierwsza chemia nie zadziałała i wpadłam do worka platynoopornego raka. Mój chemioterapeuta zasugerował, abym poszukała sobie jakiś badań klinicznych nie mówiąc wprost dlaczego. Przestałam to ogarniać. Chciałam pisać listy pożegnalne, ale zawsze okazywało się, że jest jeszcze jedna szansa.

Na całe szczęście rodzina i przyjaciele wzięli sprawy w swoje ręce, szukając informacji po świecie dotyczących nowych metod leczenia. Bo trzeba pamiętać, że rak jajnika to bardzo trudny przeciwnik i potrzebna jest ciężka artyleria, a niestety w Polsce jest utrudniony dostęp do nowoczesnych terapii i leków. Udało się je znaleźć w Hiszpanii, w klinice będącej oddziałem najlepszej kliniki leczenia nowotworów na świecie MD Anderson Cancer Center z Houston w Stanach Zjednoczonych. Po wstępnych konsultacjach zostałam zakwalifikowana do leczenia.

Pierwszy etap leczenia już za mną i mam dobre wieści. Dwa razy miałam już badania kontrolne i nadal jestem czysta!!! Pierwszy etap PLANU MADRYT zakończył się SUKCESEM!!! 🙂 🙂 🙂 Przede mną kolejny rok comiesięcznych wizyt w MD Anderson w Madrycie. Z pewnością czekają mnie też dodatkowe badania kontrolne. W związku z tym zwracam się z prośbą o wsparcie właśnie w tym zakresie. I trzymajcie kciuki! Żeby dalej szło, jak do tej pory!!!

Dziękuję!

Wpłat można dokonywać na subkonto podopiecznego:
Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie
PL32 1140 2017 0000 4802 1298 2357
z dopiskiem:
„dla Małgorzaty I.”
Dane do przelewów z zagranicy:
Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie
IBAN:
PL32 1140 2017 0000 4802 1298 2357
BIC:
BREXPLPWMBK
z dopiskiem:
„dla Małgorzaty I.”
Link do płatności PayPal:
PayPal
z dopiskiem:
„dla Małgorzaty I.”
Możesz pomóc przekazując swój 1%:
KRS: 0000 33 88 03
cel szczegółowy: „dla Małgorzaty I.”
01.10.2019
304,00 zł
Dojazdy do jednostek medycznych
10.09.2019
239,50 zł
Dojazdy do jednostek medycznych
20.08.2019
222,40 zł
Dojazdy do jednostki medycznej
05.08.2019
491,01 zł
Dojazdy do jednostek medycznych
10.07.2019
198,75 zł
Dojazdy do placówki medycznej
07.06.2019
267,85 zł
Dojazdy do placówki medycznej
29.05.2019
242,09 zł
Nocleg na czas konsultacji w klinice w Madrycie
27.05.2019
1 501,89 zł
Przeloty do kliniki w Madrycie
22.05.2019
430,35 zł
Dojazdy do placówki medycznej
10.05.2019
277,00 zł
Dojazdy do placóeki medycznej
ul. Wiśniowa 59 lok. 6
02-520 Warszawa
22 841 27 47
biuro@raknroll.pl
/FundacjaRaknRoll
Rak'n'Roll @ Facebook
Rak'n'Roll @ Instagram
Rak'n'Roll @ Twitter
Rak'n'Roll @ Open FM