Cześć, wracam po dłuższej przerwie, ale z dobrymi wiadomościami. Obecnie moje leczenie się zakończyło, a w marcu minął rok od mojej operacji. Wykonałam rezonans magnetyczny głowy i brzucha – wszystko jest „czyste” poza małą zmianą w głowie. Mam nadzieję, że to zmiana zapalna lub blizna. Czuję się dobrze i normalnie funkcjonuję. Powoli wracam do pracy – brakowało mi ludzi i codziennego, porannego wstawania. Niestety zmagam się ze skutkami ubocznymi chemioterapii i potrzebuję leków, żeby wspierać mój organizm. Daję sobie radę, ale moje codzienne funkcjonowanie jest trochę gorsze niż przy pełnym zdrowiu.
Bardzo dziękuję, że mnie wspieracie i pamiętacie o mnie. Wiele to dla mnie znaczy. To również znak dla całego świata, że są jeszcze ludzie o dobrym sercu. Mam nadzieję, że gdy czytacie o mnie, pamiętacie też o innych – może bardziej potrzebujących. Moja zbiórka powoli zbliża się do końca. Mogę być tylko wdzięczna, że mam tak wielu dobrych ludzi dookoła siebie.
Dziękuję za wszystko. Życzę Wam dużo zdrowia i uśmiechu każdego dnia, bo „w życiu piękne są tylko chwile”, jak śpiewał Ryszard Riedel.
Proszę, pamiętajcie o Fundacji i jej Podopiecznych.
***
Cześć,
mam na imię Kasia, mam 36 lat.
W marcu 2025 roku przeszłam operację w Klinice Neurochirurgii w Szpitalu na Banacha w Warszawie, okazało się, że zachorowałam na złośliwy nowotwór mózgu – Astrocytomę, poziom G3 (w sumie są 4 poziomy). Myślę, że trochę się tego spodziewałam, odczuwałam duży ból i wiedziałam, że coś jest nie tak. Po zbadaniu guza okazało się, że jest złośliwy.
Moja codzienność to jednak nie tylko choroba i nie chciałabym, żeby wszystko było układane tylko pod nią. Doświadczyłam w życiu pięknych momentów, miałam beztroskie chwile: studia, później praca, znajomi. Chciałabym, by mimo kłopotów ze zdrowiem, trwały.
Przeszłam operację, radioterapię, obecnie przyjmuję chemię w tabletkach. Nigdy bym nie pomyślała, że będę się zastanawiać, czy będę chodzić, mówić i wszystko dobrze widzieć.
Pamiętam ten trudny, ale szczęśliwy moment, gdy sama wstawałam z łóżka po operacji (oczywiście przy wsparciu rehabilitanta) i uwierzyłam, że wszystko się powiodło. Dzisiaj chodzę i mówię, a nawet robię to, co zawsze lubiłam, czyli rysuję. Powoli wracam też do pracy.
Leczenie onkologiczne to ciągłe wydatki. Na pokrycie wielu z nich w obecnej sytuacji mnie nie stać. Dlatego zdecydowałam się prosić Was o wsparcie w zbiórce środków na leki i wizyty lekarskie, które nie są refundowane, być może również na rehabilitację i wsparcie psychologiczne.
Mam nadzieję, że moje życie będzie szczęśliwe, nieważne, ile czasu pozostało. Będę starała się je wykorzystać tak, aby jeszcze coś osiągnąć. Pewnie nie zdobędę szczytu Kilimandżaro (chociaż kto wie, może razem z Fundacją się uda ), jestem jednak pełna nadziei na wyzdrowienie.
Bardzo dziękuję za Wasze wsparcie i chęć pomocy, gdyby nie Wy, zostałabym z chorobą sama. Zapraszam każdego, kto przeczytał ten krótki opis, do wsparcia zbiórki – czy mojej czy kogokolwiek innego.
„Człowiek nie może odkryć nowych oceanów, dopóki nie znajdzie odwagi, żeby stracić z oczu brzeg” Andre Gide