Hej! Mam na imię Karolina, mam 32 lata, jestem siostrą, przyjaciółką, kocią mamą, dziewczyną fajnego chłopaka, córką, ciocią, pedagogiem specjalnym i pacjentką paliatywną – czasami mówię też o sobie, że jestem „mutantką”, bo mój rak ma mutację genetyczną.
Choruję na potrójnie ujemnego raka piersi z mutacją BRCA1 od marca 2024 roku. Wiadomo, początkowo diagnoza zmiotła mnie z planszy, ale poczułam wtedy moc i determinację. Moje pozytywne nastawienie i fakt, że „idziemy do wyleczenia” pomagało mi dźwigać trudy terapii. Chemioterapia, radioterapia, immunoterapia, obustronna mastektomia z rekonstrukcją… To dużo jak na młodą kobietę, ale myślałam „dam radę”, w szczególności, że w badaniach pooperacyjnych nie stwierdzono komórek raka.
W styczniu zakończyłam radioterapię i byłam w trakcie pooperacyjnej immunoterapii, gdy w rezonansie wyszła mi zmiana opisana jako „najprawdopodobniej po radioterapii”. No jednak nie, jednak dziad znalazł sobie resztkę gruczołu, w którym się odnowił. Straciłam pierś, ale dalej leciałam na fali „do wyleczenia”. Badania czy nie ma rozsiewu i oddech ulgi. Wznowa miejscowa. Konsultacja u naszej piersiowej guru dr Gruszweld i jazda z chemioterapią. Niestety nie dane mi było jej dokończyć. Tomograf, który miał być tylko formalnością, okazał się końcem mojej nadziei na wyleczenie. Przerzuty do płuc. W listopadzie 2025 roku awansowałam na pacjentkę paliatywną.
Mój przypadek nadaje się już tylko do leczenia w Warszawie więc co tydzień muszę pokonać 400 km, żeby dostać terapię. Na ten moment jestem dopiero w procesie akceptacji. Czuję żal, złość – delikatnie rzecz ujmując. 😉 . Jestem też pod opieką psychiatry i uczęszczam na psychoterapię. Leczę się na depresję, co wcale nie ułatwia sytuacji.
Zawodowo jako pedagog specjalny, zajmowałam się dzieciakami z niepełnosprawnościami. Praca naprawdę jest moją pasją, ale choroba, która miała być tylko przerwą, odebrała mi siły fizyczne, bardzo potrzebne w tym fachu. Wiem, że prawdopodobnie nie uda mi się wrócić do pracy i zarabiania pieniędzy, a moje finanse opierają się, póki co, na zasiłku rehabilitacyjnym i dobrych ludziach wokół.
Ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, by żyć jak najdłużej. Nie uda mi się to jednak bez Waszej pomocy 😊