Haaalko!
Znów się tu widzimy i ja – znów – zaczynam od tego, że PIĘKNIE DZIĘKUJĘ!! Po raz kolejny rozbiliście bank. I cały ten bank pieniędzy od Was pomógł mi naprawdę, nieprawdopodobnie i niezaprzeczalnie. Zgromadzone środki wykorzystałam głównie na: dalszą rehabilitację kręgosłupa (niby kontynuacja, a wcale nie jakoś mniej wymagająca…) i psychoterapię (bo jakoś trzeba sobie tę nową rzeczywistość w głowie ułożyć). Czyli można by rzec, że zadbaliście o moje ciało i głowę, NO NAJLEPIEJ! Dziękówa!!!!
„A jak tam teraz u Ciebie zdrowotnie, Gosia?” – zapytacie, a ja odpowiem wtedy tak:
Ten przeciwnowotworowy lek – rybocyklib – to wciąż niezaprzeczalnie mój najlepszy kumpel i razem z nim też letrozol (blokujący estrogeny). Ale ostatnio coś ten estrogen zaczął się w moim ciele produkować, a tego nie chcemy (bo to ulubiona pożywka dla przerzutów podtypu raka piersi, na którego choruję), więc do tej bandy dołączyły jeszcze dodatkowe leki (zastrzyki gosereliny). I takie połączenie utrzymuje mój organizm w głębokiej regresji zmian przerzutowych. 🥹 Tak głębokiej, że pod koniec czerwca ubiegłego roku mogłam (w końcu) pozbyć się gorsetu stabilizującego kręgosłup, który nosiłam dwa lata!!!! W wątrobie i pozostałych kościach bez zmian względem tego, co było (czyli że dobrze).
Przerzuty zdiagnozowano u mnie 3 lata temu i właśnie teraz czuję, że powoli zaczynam wychodzić na prostą, chociaż nie jest wcale łatwo. Jesienią wróciłam do pracy, ale szybko okazało się, że dynamiczne i stresogenne środowisko korporacyjne nie jest dla mnie najlepsze i… rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron. W tym momencie jestem „pomiędzy”, więc mega liczę na Wasze wsparcie. 👀
„A czego Ci trzeba, Gosia?” – otóż niezmiennie: rehabilitacji i sprzętu rehabilitacyjnego, psychoterapii, konsultacji specjalistów, badań, leków, suplementów i noclegu w pobliżu placówki medycznej, kiedy jadę na tomografię, bo uczuliłam się na środek kontrastowy. 🙃
I dodam, żeby wybrzmiało: jeśli jest taka możliwość, korzystam z tych świadczeń na NFZ, ale czasem możliwości nie ma, albo trzeba za długo czekać, no a czas bywa kluczowy.
Pomożecie??? ❤
***
Halkoooo!
Czuję, że tę notkę muszę zacząć od podziękowań – ponad 45 tysięcy w 12 miesięcy?! JESTEŚCIE NIEMOŻLIWI!!!! 🥹 I pewnie też ciekawi na co to wszystko poszło? Otóż: uprawiałam pewnego rodzaju turystykę neurochirurgiczną (kolekcjonując opinie i zalecenia specjalistów z całej Polski), rozpoczęłam wymagającą i wyczerpującą (acz niezbędną) rehabilitację, pozbywałam się stanów zapalnych zębów (spowodowanych leczeniem), kontynuowałam psychoterapię… a między tym wszystkim starałam się też coś-niecoś żyć. A to wszystko udało się dzięki Waszej pomocy, za co pięknie dziękuję! ❤️
No to teraz garstka najświeższych informacji zdrowotnych: wciąż przyjmuję przeciwnowotworowy Rybocyklib i leki blokujące estrogeny, BO DZIAŁAJĄ (huuurrrraaaa!) Wątroba pracuje książkowo i nadal się regeneruje. W kręgosłupie jest znacznie stabilniej – co prawda w odcinku piersiowym wciąż jest złamanie, ale dziury w kręgach szyjnych zarosły już na tyle, że w styczniu tego roku mogłam zdjąć (noszoną przez półtora roku) ortezę stabilizującą szyję!!! Dzięki temu wróciłam do prowadzenia samochodu i zyskałam trochę więcej niezależności. Więc teraz OBY TAK DALEJ!
Od czasu diagnozy przerzutów minęły dwa lata, a ja wciąż nie wróciłam do pracy, dlatego Wasze wsparcie jest naprawdę niezbędne. Czego najbardziej potrzebuję w tym momencie? Rehabilitacji i sprzętu rehabilitacyjnego, psychoterapii, konsultacji specjalistów, badań, leków, suplementów – a nie wszystko to refunduje NFZ (albo trzeba za długo czekać). A wiecie, ja bardzo chciałabym dalej zdrowieć i mam wielką nadzieję, że mi w tym pomożecie. Bez Waszej pomocy będzie mi o wiele trudniej (ale też o wiele smutniej).
To jak – mogę na Was liczyć? ❤
***
Cześć!
Na początku chciałabym gorąco podziękować wszystkim, którzy mnie wsparli! Zgromadzone środki umożliwiły mi kontynuowanie procesu zdrowienia – zarówno tego fizycznego (fizjoterapia, leki) jak i psychicznego. Jestem wam za to ogromnie wdzięczna! Każda wpłata dokonana przez was, nawet ta najmniejsza, dała mi dużego kopa pozytywnej energii! ❤
Jak część z was wie (a jak nie wiecie, to możecie też doczytać w notce poniżej), w wakacje 2018 roku usłyszałam słowa, które odwróciły moje życie do góry nogami: „nowotwór piersi, złośliwy”. Od tego czasu przeszłam całkiem dłuuuugą drogę – była operacja, była też chemia i radioterapia. Aktualnie mój stan jest stabilny, chociaż jestem pod stałą opieką wielu specjalistów, wciąż przyjmuję leki i rehabilituję rękę, z której częściowo wycięto mi węzły chłonne. Planowo pełne zakończenie mojego leczenia prognozowane jest na grudzień roku 2023 – czyli jeszcze trochę! Proces zdrowienia jest naprawdę wymagający, a skutki uboczne leków niestety nie pomagają.
Dzięki waszej pomocy udało mi się przejść proces żałoby po beztroskim życiu sprzed diagnozy i zrobić naprawdę duże kroki w kierunku akceptacji sytuacji, w której się znajduję. To wyzwoliło we mnie szaloną chęć życia, a w połączeniu ze specjalistyczną fizjoterapią i rehabilitacją – umożliwiło przeżywanie niezapomnianych przygód i tworzenie cudownych wspomnień, za co bardzo, bardzo dziękuję!
A że chciałabym móc dalej tak fajnie zdrowieć przez kolejny rok – zwracam się do was z prośbą o wsparcie. Pomożecie? ❤
***
Cześć, jestem Gosia i mam prawie 30 lat. Trzy lata temu usłyszałam, że mam raka piersi. Wszystko potoczyło się bardzo szybko – dwa tygodnie po diagnozie leżałam na stole operacyjnym, po czym chemia, a później radioterapia… Trochę spędziłam na szpitalnych korytarzach! A cały ten czas towarzyszyły mi jednorożce – puchate kapcio-rożki czekały na mnie na sali pooperacyjnej, a na ostatnią chemioterapię przyszłam z wielkim, różowym, latającym balonem-jednorożcem. Dzięki tym magicznym stworzeniom przeszłam przez to wszystko bez większych problemów – trzymały mnie w swojej opiece! Od tego czasu jestem chodzącym jednorożkiem. 🦄
Oprócz jednorożców, uwielbiam muzykę, sztukę, jedzonko i rolki. Gram trochę na gitarze, ukulele i perkusji, dużo tańczę (szczególnie podczas gotowania!), czasem rysuję, a na rolkach jeżdżę, kiedy tylko mam siłę.
Moje podejście do choroby jest bardzo luźne i humorystyczne, dlatego na zdjęciu widzicie mnie i mojego raczka. Mimo, że leczenie wygnało tego złośliwca z mojego ciała, to jednak odcisnął na nim duże piętno, w końcu „jak uszczypnie będzie znak”!
Zebrane pieniądze pozwolą mi sfinansować leki, dojazdy do placówek medycznych, a także specjalistyczne fizjoterapie, dzięki którym skutki uboczne zażywanych leków stają się do zniesienia, a obrzęk limfatyczny nie ma szans mi dokuczać. Dodatkowo chciałabym raczka wyrzucić też z głowy, bo trochę się tam zadomowił – stąd psychoterapia.
Pomożecie?! ❤