Moi Drodzy!
Jak pewnie wiecie, w czerwcu 2024 r., w wyniku kontrolnej gastroskopii, zdiagnozowano u mnie guz dolnej części przełyku. Pobrano wycinki do badania histopatologicznego, które potwierdziło złośliwego raka płaskonabłonkowego dolnej części przełyku.
Po licznych konsultacjach i badaniach, które wykazały przerzuty do węzłów chłonnych oraz wątroby, w sierpniu 2024 r. zostałam przyjęta do Specjalistycznego Szpitala w Wałbrzychu na Oddział Onkologiczny w celu leczenia chemioimmunoterapią, podawaną w cyklach co dwa tygodnie.
W listopadzie 2024 r. wykonano pierwszy kontrolny tomograf, który wykazał zmniejszenie objętości guza oraz zmian węzłowych. W styczniu 2025 r., ze względu na złe wyniki badań, przerwano chemioterapię i do lipca 2025 r. kontynuowano immunoterapię. W lipcu 2025 r., w wyniku kolejnego badania tomograficznego, wykryto aktywne komórki nowotworowe – przerwano immunoterapię, a po kolejnych szczegółowych badaniach zaproponowano mi następną chemioterapię, której rozpoczęcie planowane jest na styczeń 2026 r.
Kochani, z całego serca dziękuję za Wasze wsparcie.
Środki, które do mnie docierają, realnie pomagają mi w codziennej walce o zdrowie i leczenie. Jestem ogromnie wdzięczna za Waszą pamięć, dobre serce oraz to, że kolejny raz mogę liczyć na Waszą pomoc.
Niestety moja codzienność to – oprócz powrotu do pracy, z czego jestem ogromnie dumna – nieustanna walka ze zdrowiem i z myślami, które krążą wokół dwóch słów: „niewiadoma” i „śmierć”. To codzienne konsultacje, kosztowne badania i zabiegi, wizyty u specjalistów, odpowiednia dieta oraz zaawansowane, wysokiej klasy preparaty. To nie jest batalia, którą mogę wygrać sama. Potrzebuję Waszego wsparcia, ponieważ wszystko to pochłania środki, których na co dzień zwyczajnie brakuje. Zawsze radziłam sobie sama, jednak są momenty, w których muszę poprosić o pomoc.
Marzę o tym, by znów móc cieszyć się życiem – bez ciągłego stresu związanego z kolejnymi wynikami badań czy decyzjami lekarzy dotyczącymi dalszego leczenia. Bardzo mi pomagacie w dążeniu do tego marzenia i raz jeszcze składam Wam ogromne podziękowania.
***
Rak – słowo, mrożące krew w żyłach, szeptane w ciemnych zakamarkach umysłu. To nie tylko słowo. To potwór, cichy drapieżnik, który przychodzi bez zaproszenia. Ukryty w cieniu codziennych chwil jest gotów zniszczyć to, co kochamy najbardziej. Z początku niewidoczny, ledwie dostrzegalny. Czai się w mroku, nie dając znać o swojej obecności. Czeka na odpowiedni moment, by zaatakować. Na ofiarę wybrał mnie…
Całe życie byłam osobą pełną energii, gotową z determinacją stawić czoła każdej przeszkodzie. Los niespodziewanie postawił mnie przed najtrudniejszą z nich. 1 lipca 2024 roku usłyszałam diagnozę, która nagle zmieniła moją rzeczywistość w jeden z najgorszych koszmarów i odebrała perspektywy. Rak płaskonabłonkowy przełyku – te słowa odjęły mi mowę i w jednej chwili zburzyły doszczętnie cały świat.
Rak w końcu ujawnił swoje prawdziwe oblicze, jest zbyt silny, by go ignorować… To bestia o wielu przerażających twarzach. Jest jak wirus, który infekuje wszystko wokół — ciało, umysł, duszę, relacje z bliskimi. Pozostawia za sobą spustoszenie, niepewność oraz ból.
Za mną szereg badań, chemioimmunoterapii w ramach programu lekowego, a przede mną kolejne. Każde z nich zbliża mnie do odpowiedzi, co dalej? Czy czeka mnie dalsza chemioimmunoterapia, a może operacja? Czas jest teraz najcenniejszy, bo to on decyduje o mojej przyszłości. Obecnie codzienność to wyczerpująca walka o zdrowie oraz z myślami, które kotłują się wokół dwóch słów: „niewiadoma” i „śmierć”. Ale to nie jest batalia, którą mogę wygrać sama. Potrzebuję Waszego wsparcia.
Rozwijający się we mnie potwór nie atakuje tylko ciało. On poluje na ducha. Każdego dnia wysysa odwagę, zasiewając wątpliwości i lęk. Zamienia radość w ból, a nadzieję w rozpacz. Nie daje spokoju ani na chwilę.
Całe życie poświęcałam się pracy i ludziom, których kocham. Przez wiele lat kierowałam redakcją lokalnej gazety, a później zostałam dyrektorką biblioteki miejskiej. Od kiedy pamiętam, starałam się inspirować i integrować naszą społeczność. Moje serce biło dla tych miejsc i ludzi. Teraz jednak muszę zrezygnować z wszelkich planów i skupić się na najważniejszym. Chcę wygrać wyścig z pożerającym mnie rakiem.
Przeraża mnie fakt, że nie wiem, co mnie czeka. Wiem jednak, że przede mną długa droga, pełna bólu, niepewności i ogromnych kosztów. Codzienne wizyty u specjalistów, dieta, specjalistyczne preparaty – wszystko to pochłania środki, których mi brakuje. Zawsze radziłam sobie sama, ale dziś jestem zmuszona poprosić o pomoc.
Marzę o tym, by znowu móc cieszyć się życiem – wsiąść na rower oraz spełniać się w pracy, którą kocham. Marzę o tym, bym miała możliwość dalej podróżować z moim ukochanym Arkiem i patrzeć, jak dorasta mały Ksawery.
Proszę, pomóżcie mi wrócić do normalnego życia i ludzi, których kocham. Każda wpłata, każde wsparcie to dla mnie nadzieja na przyszłość. Nie pozwólcie, by moja historia skończyła się przedwcześnie. Walczę o najwyższą stawkę – O ŻYCIE. Dlatego wołam do Was: RATUNKU!
Ewa