Kochani, Przyjaciele i Znajomi,
z całego serca dziękuję Wam za wsparcie, które okazaliście mi w najtrudniejszym czasie mojego leczenia — wtedy, gdy moja sytuacja finansowa naprawdę była bardzo trudna. Wasze wpłaty pomogły mi udźwignąć wiele nieplanowanych wydatków i dały realne poczucie bezpieczeństwa w momencie, kiedy najbardziej go potrzebowałam.
Dziękuję za płynące wartkim strumieniem ciepłe słowa pocieszenia, życzliwość i wszelkie wsparcie! Nie spodziewałam się aż tak szerokiego odzewu. Dziękuję za każde udostępnienie mojej onkozbiórki, za wszelkie dary duchowe i finansowe. Dary tak hojne, że w sprawiły, iż mogłam zająć się leczeniem, a nie troską o to, jak przetrwam kolejny miesiąc.
Dzięki Wam mogłam sfinansować rehabilitację, prywatne wizyty u lekarzy specjalistów, komercyjne badania, leki i suplementy, dojazdy do placówek medycznych oraz psychoterapię, która była ogromnym wsparciem dla mojej wystraszonej głowy. Każda pomoc miała znaczenie — i każda była dla mnie dowodem ogromnej życzliwości i serca.
Szczególne podziękowania kieruję również do Fundacji za cały rok troskliwej opieki nade mną, za uważność, wsparcie i poczucie, że nie jestem w tym wszystkim sama.
Przede mną niestety wciąż dalsze etapy leczenia. Plan na kolejne lata to 5–10 lat terapii letrozolem, związanej z leczeniem hormonalnym i sztucznie utrzymywaną menopauzą, a także jeszcze ponad 2 lata terapii rybocyklibem (chemia celowana). Rozpoczęłam również wlewy z kwasu zoledronowego, które są ważnym elementem leczenia, choć niestety wiążą się z silnymi bólami po podaniu.
Wskutek przyjmowania leków dręczy mnie sporo skutków ubocznych, którym staram się nie poddawać, dlatego równolegle pozostaję pod opieką stomatologa, reumatologa z powodu zmian zwyrodnieniowych w stawach oraz neurologa w związku z migrenami. Nadal konieczna jest regularna rehabilitacja i drenaż limfatyczny, które pozwalają mi funkcjonować na co dzień bez bólu.
Wasza pomoc była czymś znacznie więcej niż wsparciem finansowym — była nadzieją, spokojem i siłą do dalszej drogi.
Wdzięczność to ponoć najzdrowsze uczucie, a ja chcę być zdrowa! Będę dziękować bez końca!
***
Moje ciało wystawiło mi rachunek za wszystkie cierpienia, stresy i smutki…
Mam na imię Kasia, mam 48 lat i jestem mamą dwójki nastolatków. W grudniu 2024 roku usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć – rak piersi.
Przez większość życia byłam szczęśliwa, ale w 2019 roku wszystko się zmieniło. Po 16 latach rozpadło się moje małżeństwo, a pięć lat wyniszczającego procesu rozwodowego odcisnęło piętno na moim zdrowiu i finansach. Gdy w końcu zaczęłam odzyskiwać równowagę, kiedy ponownie się zakochałam i uwierzyłam w szczęście – przyszła choroba i znów wszystko runęło.
Zdiagnozowano u mnie raka hormonalnego, średnio złośliwego, który zdążył już zaatakować węzły chłonne. Guz o wielkości 4 cm wymagał mastektomii. W styczniu 2025 roku przeszłam operację usunięcia piersi z jednoczesną rekonstrukcją implantem. Przede mną kolejny etap – usunięcie węzłów chłonnych, długotrwałe leczenie hormonalne, radioterapia, być może chemioterapia, rehabilitacja oraz liczne badania.
Koszty leczenia i rehabilitacji są ogromne – przekraczają moje możliwości finansowe. Z powodu choroby i rekonwalescencji musiałam zawiesić działalność gospodarczą i nie wiem, kiedy będę mogła do niej wrócić. Obecnie pracuję dorywczo na część etatu w gabinecie ortodontycznym – bardzo lubię tę pracę, ale niestety nie pozwala mi ona pokryć wszystkich wydatków.
Najpilniejsze potrzeby:
- rehabilitacja ręki i pachy – po usunięciu węzłów chłonnych istnieje wysokie ryzyko obrzęku limfatycznego, co może prowadzić do poważnych komplikacji;
- leczenie zębów – jest konieczne, by nie doszło do powikłań związanych z leczeniem onkologicznym – koszt ok. 3 000 zł.
- Symetryzacja drugiej piersi – koszt ok. 8 000–10 000 zł.
- Badanie Oncotype – może pomóc określić konieczność chemioterapii, ale nie jest refundowane dla kobiet poniżej 50. roku życia.
- Możliwe zespolenie żylno-limfatyczne – koszt ok. 30 000 zł.
Bardzo chciałabym wrócić na psychoterapię. Moja terapeutka pomogła mi przetrwać najtrudniejsze chwile podczas rozwodu i walki o stabilizację, ale z powodów finansowych musiałam z niej zrezygnować.
Podstawowe leczenie dostępne w ramach NFZ ratuje życie, ale to dodatkowe – nierefundowane – pozwala zachować jego jakość, minimalizować skutki uboczne i szybciej wrócić do zdrowia. Bez wsparcia innych to wszystko jest poza moim zasięgiem.
Każda złotówka i każda dobra myśl mają dla mnie ogromne znaczenie.
Z całego serca dziękuję za każdą pomoc.