Moi Drodzy,
niebawem minie rok od pierwszego podania abemacyklibu! Był to czas pełen wyzwań i walki o moje zdrowie oraz życie, a jednocześnie rok wypełniony wiarą, nadzieją i miłością płynącą z ogromnych serc moich Darczyńców. Bez Was nie byłoby to możliwe! To właśnie Wy daliście mi szansę na podjęcie leczenia i powrót do zdrowia.
Zbiórka ruszyła z kopyta i już po miesiącu miałam zapewnione środki na kilka pierwszych miesięcy terapii. W maju 2025 roku moje przyjaciółki zorganizowały dla mnie piknik charytatywny. Dzięki licznym koncertom, licytacjom, konkursom, sprzedaży domowych ciast, lodów i przekąsek, a także pokazom zabytkowych aut, badaniom w mammobusie i wielu innym atrakcjom, udało nam się zebrać ponad 70 tysięcy złotych! Licytacje internetowe oraz kolejne wydarzenia, takie jak charytatywny turniej piłkarski, przyniosły kolejne 35 tysięcy złotych.
Ale to nie koniec dobrych wiadomości! Rozliczenie 1,5% podatku za rok 2024 okazało się ogromną niespodzianką nie tylko dla mnie, ale i dla samej Fundacji. Z wynikiem ponad 120 tysięcy złotych zajęliśmy pierwsze miejsce wśród wszystkich podopiecznych! Dziękuję! To Wy tego dokonaliście – dla mnie. To po prostu niewiarygodne.
Dzięki Waszej hojności zebrałam środki na leczenie abemacyklibem oraz na terapie niwelujące skutki uboczne leczenia onkologicznego. Tych niestety jest sporo i z dnia na dzień pojawiają się nowe. Spadek odporności, przewlekłe zmęczenie i senność, zawroty oraz bóle głowy, niestrawność, neuropatia, onycholiza czy wahania ciśnienia to tylko te podstawowe dolegliwości, z którymi powoli uczę się funkcjonować.
Neuropatia objęła głównie moje dłonie i stopy. Objawia się mrowieniem, sztywnością, zaburzeniami czucia, bólem i osłabieniem mięśni. Mam ogromny problem z doborem obuwia – każdy, nawet najmniejszy ucisk powoduje silny ból i utrudnia chodzenie. Z rąk często wypadają mi przedmioty, mam też zaburzone odczuwanie ciepła i zimna.
Dodatkowo walczę z obrzękiem limfatycznym lewej ręki. Puchnie cała kończyna, a najbardziej dłoń, która jest obolała, sztywna i drętwieje. Uniemożliwia mi to wykonywanie codziennych obowiązków domowych. Obecnie jestem w trakcie kwalifikacji do zabiegu zespolenia żylno-limfatycznego, który ma poprawić komfort mojego życia.
Radioterapia niestety uszkodziła także zdrowe tkanki w obrębie pachy i piersi, co ograniczyło ruchomość ręki oraz barku. W tkankach głębokich doszło do licznych zwłóknień i przykurczów, które powodują ciągły ból i wymagają nieustannej fizjoterapii. Doszło również do przykurczu torebki, w której osadzono implant, co wiąże się z koniecznością kolejnej operacji.
Obecnie jestem w trakcie hormonoterapii, która wywołuje bóle stawów, kości oraz skurcze mięśni. Pojawiły się też problemy ze wzrokiem – przyjmowane leki odkładają się w obrębie siatkówki, powodując zmiany chorobowe i początki zaćmy. Wymagam również częstych i systematycznych wizyt u stomatologa.
Niestety stan zdrowia nie pozwala mi na powrót do pracy. Lekarz orzecznik medycyny pracy nie wydał zgody na wykonywanie obowiązków zawodowych, co skutkowało rozwiązaniem umowy o pracę. Dlatego mimo tak ogromnego sukcesu dotychczasowej zbiórki, nadal będę potrzebowała Waszego wsparcia i pomocy, o które z nadzieją proszę.
***
Drodzy Darczyńcy!
Mam na imię Agnieszka. Chciałabym opowiedzieć Wam moją historię.
Nie lubię słowa „walka”. Źle mi się kojarzy… Jest takie krwawe, brutalne i siłowe. Nigdy nie lubiłam też konfrontacji, nawet tych najmniejszych, gdy musiałam komuś udowadniać swoje racje. Często wolałam ustąpić, zrezygnować, odpuścić, byleby tylko nie „walczyć”.
Rak zaatakował niespodziewanie! Nie uprzedził, nie przygotował! Wdarł się w moje życie jak nieproszony gość. Rozgościł się i zanim się zorientowałam, musiałam rozpocząć walkę. Walkę, do której nie byłam gotowa. Walkę o życie!
Od wielu lat badałam się regularnie. W lipcu 2023 roku przeszłam badanie USG piersi, które nie wykazało żadnych niepokojących zmian. W tym czasie leczyłam się hormonalnie na przerost endometrium. W lutym 2024 roku – zaledwie pół roku po ostatnich badaniach! – gdy ustąpiły obrzęki po leczeniu hormonalnym, poczułam w piersi duży, twardy guz. Badania szybko potwierdziły diagnozę: RAK z przerzutami do węzłów chłonnych.
Sparaliżowała mnie samolubna myśl: czego już nie zdążę zrobić? Czego zobaczyć? Ile mnie ominie z życia moich dzieci? Niedowierzanie, strach i łzy szybko ustąpiły miejsca mobilizacji. Skupiłam wszystkie siły na działaniu: konsultacje lekarskie, badania, półroczna chemioterapia, hormonoterapia, operacja. Teraz przede mną radioterapia, terapia kwasem zoledronowym, rehabilitacja oraz konieczne leczenie nierefundowanym lekiem Abemacyklibem (Verzenios).
Niestety, pooperacyjne wyniki histopatologiczne wykazały niepełną odpowiedź na zastosowane leczenie: obecność komórek rakowych w wyciętym materiale oraz przekroczenie torebki w jednym z węzłów chłonnych. To może oznaczać przerzuty komórek rakowych do organizmu.
Walka trwa. Choć nadal nie lubię tego słowa, bo nie chcę tak o tym myśleć… Na szczęście nie jestem w tym sama. Mam cudownego męża, który jest dla mnie ogromnym wsparciem i pomocą. Dzięki niemu nie muszę martwić się o bezpieczeństwo naszych synów: czternastolatka, trzynastolatka i siedmiolatka. On radzi sobie z nimi lepiej niż ja. Mimo to, gdy myślę o moich chłopakach, łzy same napływają mi do oczu…
Dlatego bardzo Was proszę o wsparcie w tej walce – walce o moje życie. Chcę zebrać fundusze przede wszystkim na lek Abemacyklib (Verzenios). Kosztuje on około 7 tysięcy złotych miesięcznie. Muszę go przyjmować przez najbliższe dwa lata. Potrzebne są też środki na konsultacje, badania specjalistyczne, dojazdy do placówek medycznych, rehabilitację, a także inne leki i suplementy, które będą mi niezbędne w tym czasie.
Bez Waszej pomocy nie dam rady. Pomóżcie mi wygrać walkę o życie!