Agata W.

Leki, dojazdy

86 739 zł
99%
86 740 zł
Kwota wsparcia
Historia

Proszę Państwa,

Jestem Agata, mam 46 lat i dwójkę wspaniałych dzieciaków – 15-letnią Kasię i 19-letniego Mateusza. Moje życie od dwóch lat drastycznie się zmieniło. To dzieci, jak też serce okazane przez najbliższych daje mi siły – mam raka piersi z przerzutami do kości.

Pragnę bardzo, bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przekazane na moje konto w Fundacji Rak’n’Roll wpłaty, w tym wpłaty w postaci 1% od podatku za 2017 rok. Uzbierana kwota pozwoliła na zakup leku, który przyjmowałam przez pół roku.

Dzięki wsparciu dobrych ludzi, no i medycynie, ciągle jeszcze wędruję po tym pięknym świecie. Jednego dnia jest lepiej drugiego gorzej, ale najważniejsze, że walka trwa, leczenie też.

Z uwagi jednak na brak oczekiwanych rezultatów leczenia aktualnie lek ten nie jest mi podawany. Aktualnie poszukujemy innych możliwości leczenia, w tym celu odbywamy konsultacje w kraju i za granicą. Jednocześnie przebieg choroby w postaci przerzutu do szpiku kostnego rodzi okresową konieczność przetaczania krwi. O ile na początku tej drogi było trudno, to teraz jest jeszcze trudniej. Podsumowując aktualnie nie zbieramy pieniędzy na lek Palbocyclib, który niestety w moim przypadku okazał się nieskuteczny. Uzbierane środki rezerwujemy na wypadek znalezienia innego leku, jak też na okoliczność pogorszenia mojego stanu zdrowia, które może skutkować na pewnym etapie dużymi ograniczeniami w funkcjonowaniu. Jednocześnie z uwagi na przerzut do szpiku kostnego co jakiś czas pojawia się konieczność przetoczenia krwi.

Przesyłam wszystkim wspierającym mnie uściski, dziękuję za okazane serce i zaangażowanie, jestem pod wrażeniem Waszej reakcji na mój problem i okazanej serdeczności. Wszystko to dodaje sił do codziennej walki z chorobą, rozgrzewa serce i upewnia, że nie jestem sama w tych ciężkich chwilach.

Jak to powiedział Forrest Gump „życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.” Ja najpierw trafiłam na obrzydliwą czekoladkę z chorobą, ale znalazłam też wiele przepysznych czekoladek pełnych serdeczności, wsparcia, życzliwości. Nie każdy ma tyle szczęścia, więc ponownie z całego serca dziękuję.

Pozdrawiam serdecznie
Agata

A zaczęło się tak. W 2015 roku upomniał się o mnie nowotwór złośliwy piersi. Na profilaktycznym USG piersi pani Doktor z przestrachem w oczach kazała mi pilnie się zameldować w Szpitalu. Tam przeszłam mastektomię piersi, jak również usunięto mi węzły chłonne po stronie usuniętej piersi. Nie miałam żadnych wątpliwości, że mogę żyć bez jednej piersi, zawsze uważałam, że prawdziwa uroda ma źródło we wnętrzu. Następnie przeszłam chemioterapię (lipiec, sierpień 2016), radioterapię (wrzesień 2016), cały czas jestem również w trakcie hormonoterapii ponieważ mój gatunek raka jest hormonozależny.

Po tych przejściach, w grudniu 2016 roku wróciłam do pracy i mojego życia, szczęśliwa, że nadal mogę tu być. Działać. Pomagać. No i niestety zaczęła się kolejna runda pojedynku. Na kontrolnych badaniach ginekologicznych w lutym 2017 roku inna wspaniała, mądra pani Doktor zaniepokoiła się wyglądem mojego jajnika. Jej niepokój okazał się uzasadniony i znów w trybie przyspieszonym znalazłam się na sali operacyjnej. Usunięto mi wewnętrzne atrybuty kobiety – macicę, jajniki, jak też kolejną partię zaatakowanych węzłów chłonnych. W rezultacie została mi mocno okrojona gromadka węzłów chłonnych, które jak się przekonałam są bardzo istotne w funkcjonowaniu człowieka. No i jestem kobietą z przyspieszoną menopauzą.

W marcu 2017 roku tomograf komputerowy ujawnił, że rak nie traci energii i zagościł w kościach. Na chwilę moja wrodzona pogoda ducha i optymizm zostały srodze przycięte, ale przecież smutek i strach to najlepsi sprzymierzeńcy raka, więc znów ruszyłam do walki i do pracy. Kolejna, dużo większa dawka radioterapii i comiesięczna kroplówka z bifosfonianami, na jeden dzień biorę urlop i jakoś idzie.
W grudniu 2017 r. wykonano mi scyntygrafię i okazuje się, że nie jest dobrze. Mam dalsze przerzuty, do żeber, czaszki, kości udowych – w ujęciu medycznym oznacza to, że trzeba szukać innego leku, bo najwyraźniej obecnie stosowany nie jest skuteczny.

Jest lek z substancją czynną- palbocyklib (ibrance), dopuszczony do stosowania, ale nie refundowany w Polsce, który może dać mi jeszcze trochę czasu na życie. Miesięczny koszt kuracji wynosi około 19.000 zł – nawet koszt miesięcznej dawki leku jest poza moim zasięgiem finansowym, a mam go przyjmować jak długo będzie działał, czyli chciałabym jak najdłużej. Bardzo proszę o pomoc w dalszej walce.

Aktualnie dostałam przymusowe polecenie wyhamowania od mojego ciała. Jestem zmuszona robić mniej, nie dźwigać (trudne), zapewnić sobie chwile odpoczynku, odżywiać się odpowiednio, prosić o pomoc bliskich, zadbać ortopedycznie o najsłabsze miejsca w układzie kostnym.

Zdecydowałam się też poprosić Was o pomoc, głównie z powodu moich ukochanych najbliższych. Moja mama i siostra również chorowały na nowotwór piersi. Jestem im potrzebna, nie chciałabym żeby z mojego powodu cierpieli, żeby być ciężarem.

Poza tym naprawdę mam wiele do zaoferowania innym, kocham życie i staram się z uporem przekonywać innych, że jest piękne, że trzeba się cieszyć każdym dniem, tym co otrzymaliśmy od życia, ale też wspierać ludzi, którzy otrzymali mniej. Bo tego też uczy kontakt z tą straszną chorobą – że trzeba doceniać każdą chwilę i spieszyć się kochać ludzi.

Wpłat można dokonywać na subkonto podopiecznego:
Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie
PL96 1140 2017 0000 4502 1296 2437
z dopiskiem:
„dla Agaty W.”
Dane do przelewów z zagranicy:
Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie
IBAN:
PL96 1140 2017 0000 4502 1296 2437
BIC:
BREXPLPWMBK
z dopiskiem:
„dla Agaty W.”
Link do płatności PayPal:
PayPal
z dopiskiem:
„dla Agaty W.”
Możesz pomóc przekazując swój 1%:
KRS: 0000 33 88 03
cel szczegółowy: „dla Agaty W.”
ul. Wiśniowa 59 lok. 6
02-520 Warszawa
22 841 27 47
biuro@raknroll.pl
/FundacjaRaknRoll
Rak'n'Roll @ Facebook
Rak'n'Roll @ Instagram
Rak'n'Roll @ Twitter
Rak'n'Roll @ Open FM